czwartek, 7 listopada 2013

Rogale drożdżowe dla Olki

Czas odświeżyć! A listopad - jak znalazł, bo rogalami stoi. 

Specjalnie dla Olki :) Szybko, z kiepskim zdjęciem, ale czas się liczy, bo na rogalowym głodzie ciężko przetrwać ;)



Rogale drożdżowe z dżemem

kubek ciepłego mleka
5 łyżek cukru
40g drożdży świeżych
ok. 750g mąki pszennej
kostka zimnego masła (u mnie było 200g, ale może być i 250g)
2 żółtka
200g kwaśnej, gęstej śmietany 18%
1/2 łyżeczki esencji waniliowej
dżem (najlepiej z czerwonych owoców, gęsty i zwarty)
do dekoracji: białko + cukier, lukier (cukier puder + gorąca woda)

Zaczyn drożdżowy: Mleko mieszamy z 3 łyżkami cukru i rozpuszczamy w nim drożdże. Odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 10-15 minut.
Ciasto: Ok. 500g mąki przesiewamy na stolnicę. Kroimy masło w małe kawałki i siekamy z mąką. Dodajemy pozostały cukier. Wlewamy drożdżowy zaczyn, który powinien już całkiem dobrze pracować, żółtka, waniliową esencję oraz śmietanę i zagniatamy szybko ciasto, dosypując pozostałą mąkę.W razie potrzeby dodajemy mąki, aby ciasto było zwarte, ale dość luźne i nie kleiło się do ręki. Lepimy kulę, wkładamy do miski i wstawiamy na ok. 1 godzinę do lodówki.
Formowanie rogali: Wyciągamy ciasto z lodówki i dzielimy na 3 części. Z każdej części na podsypanej mąką stolnicy formujemy kulę i wałkujemy w okrąg (mniej lub bardziej regularny) o grubości ok. 3mm. Okrąg dzielimy nożem na 8 trójkątów (najpierw na 4, potem każdy na pół). Nakładamy dżem na każdy z trójkątów od strony podstawy (spora łyżeczka) i zwijamy dość ciasno w kształt rogala (tu mały trik: warto przed zwijaniem lekko rozciągnąć każdy z rogów trójkąta, aby rogal ładnie wyglądał).
Pieczenie: gotowe rogale układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, smarujemy lekko surowym białkiem, posypujemy cukrem i pieczemy w 180 stopniach przez 30 minut.
Z podanych proporcji wyjdą 24 rogale. 
Przed jedzeniem należny je wystudzić, przynajmniej do momentu aż nie będą parzyć w usta ;). Można rogale dodatkowo udekorować lukrem (cukier puder mieszamy z odrobina gorącej wody). 

Pyszne oczywiście zaraz po upieczeniu, z kubkiem ciepłego mleka. Nie są filigranowe i malutkie. Są miękkie, puchate i maślane. Takie na listopadowe słoty. Świetne jako preludium do marcińskich, które już niedługo!

Dobrze...






wtorek, 2 lipca 2013

Ciastka owsiano-kukurydziane z grubą solą

Dziś z serii "szybko coś dobrego". Można jeszcze powiedzieć, że zdrowego, pożywnego, bezglutenowego i w ogóle samo zdrowie. Czasem, kiedy mam ochotę na słodkie, ale czuję, że tego słodkiego ostatnio było o wiele za wiele, robię coś z tzw. zdrowych słodyczy. Pełno przepisów wszędzie na takie cudaki, a ja za każdym razem kombinuję po swojemu.





Ciastka owsiano-kukurydziane z grubą solą

1 kubek płatków owsianych (najlepiej błyskawicznych)
1/2 kubka otrębów (u mnie owsiane tym razem)
4 łyżki mąki kukurydzianej
1/2 łyżeczki grubej soli kamiennej (u mnie ulubiona z Kłodawy) lub morskiej
2 łyżki cukru trzcinowego
2 jaja
4 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
garść rodzynek
garść suszonych żurawin

Suche składniki wraz z rodzynkami i żurawinami mieszamy w misce.  Osobno roztrzepujemy jajka z olejem (lub lekko ubijamy mikserem) i wlewamy je do miski z suchymi składnikami. Mieszamy łyżką. Wykładamy masę na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia i wałkujemy na nieregularny placek o grubości ok. 0,5cm. Aby wałek nie przywierał do masy, warto wałkować przez kolejną warstwę papieru do pieczenia. Następnie należy pociąć placek na dowolne kształty (najwygodniej w prostokąty, romby, kwadraty). Uwaga, będzie się nieco kleił do noża! 
Wkładamy blachę do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy około 25 minut. Studzimy, delikatnie łamiemy na wcześniej wykrojone kształty i jemy!


Ciasteczka te mają formę krakersów, przyjemnie chrupią i świetnie komponują się ze świeżymi truskawkami. Idealna przekąska na letnie popołudnia i wieczory. Do dobrego filmu, a może i na późne śniadanie...

Chodzą jeszcze za mną podobne owsiane krakersy, ale w wersji wytrawnej... Hm...



czwartek, 30 maja 2013

Tarta z truskawkami

Burza. Na szczęście zanim przyszła udało nam się podczas spaceru uraczyć najlepszymi lodami w mieście od Wytwórni Lodów Tradycyjnych na ul. Kościelnej na poznańskim Sołaczu, a może już Jeżycach... 

Potem była już tylko burza, deszcz i truskawki. Tarta miała być zupełnie inna, ale, jak to zwykle bywa, zabierając się za pieczenie, nie sprawdziłam, co mam, a czego brakuje i tak oto powstała...


Tarta z truskawkami, porzeczkami i migdałami

Rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni.

Ciasto:
130g zimnego masła (pokrojonego w kawałki)
175g mąki pszennej
pół łyżeczki soli
1  łyżka cukru pudru
1 żółtko
35ml mleka

Wszystkie składniki miksujemy lub zagniatamy szybko. Formujemy kulę, zawijamy ją w folię spożywczą, spłaszczamy i wkładamy do zamrażarki.

Truskawki:
ok. 500g truskawek
garść mrożonych czerwonych porzeczek (opcjonalnie)
2 łyżki cukru trzcinowego
garść płatków migdałowych
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka kaszki manny
pół łyżeczki naturalnej esencji waniliowej (można wydłubać ziarenka z pół laski wanilii w zamian)

Umyte truskawki bez szypułek kroimy w kawałki. Dodajemy resztę ww. składników i mieszamy w misce. Odstawiamy.

Algorytm:
Formę na tartę smarujemy masłem i wysypujemy mąką krupczatką. Ciasto wyciągamy z zamrażarki i rozwałkowujemy* na krążek nieco większy od formy i wykładamy je do niej równo. Odstające boki ciasta odkrawamy ostrym nożem, lepimy z nich kulkę i wkładamy do zamrażarki - będzie na kruszonkę. Na ciasto kładziemy papier do pieczenia, na który wysypujemy równomiernie suchy ryż (dociąży ciasto, a potem można go z powodzeniem ugotować). Zmniejszamy temperaturę piekarnika do 200 stopni i wkładamy ciasto na 15 minut.
Po tym czasie wyciągamy ciasto, zdejmujemy papier z ryżem i wysypujemy na podpieczony spód cienką warstwę mąki krupczatki (dzięki temu sok z owoców będzie miał w co wsiąknąć). Następnie wykładamy wcześniej przygotowane truskawki. Na wierzch ścieramy na grubych oczkach tarki kulę ciasta, które odłożyliśmy wcześniej do zamrażarki. 
Tak przygotowaną tartę wkładamy na kolejne 15-20 minut do piekarnika.

*Mój patent na wałkowanie ciasta na tartę.
Ponieważ ciasto na tartę jest mocno maślane, często przy wałkowaniu klei się niemiłosiernie do wszystkiego, opracowałam sobie sposób na ułatwienie tego procesu. Otóż, zawijam ciasto w nieco większy kawałek folii spożywczej i wałkuję schłodzone ciasto na tejże folii, od góry podsypując nieco mąką krupczatką. A wykładając rozwałkowane ciasto do formy, odwracam placek tak, aby folię mieć u góry - wtedy łatwiej "dokleić" ciasto do formy. Kiedy jest już na swoim miejscu, ściągam folię i gotowe!



Polecam konsumować jeszcze lekko ciepłe, ze świeżą miętą i kleksem bitej śmietany... A potem kawa. I niech sobie pada w najlepsze!

wtorek, 21 maja 2013

Restaurant Day 18 maja 2013 - pysznie!

Fantastyczna inicjatywa! Niezwykle smaczna, apetyczna, wielce strawna. Zaskakujące, jak wielu z nas dba o to co i jak je, kocha smakowanie i chce się dzielić tą miłością z innymi. Dziękuję!







Było pysznie! A kto nie był, ten trąba! Kolejna szansa już w sierpniu!

piątek, 17 maja 2013

Restaurant Day 18 maja 2013 Poznań

Karnawał jedzenia; jeden dzień, w którym każdy może otworzyć restaurację... Inicjatywa ma 2 lata, w Polsce obchodzi 1 urodziny. Już jutro, w sobotę 18 maja 2013 piąta edycja. Również w Poznaniu.


Inicjatywa wielce kusząca :) Właściwie to chyba na każdego, kto lubi kuchnię i gotowanie przychodzi taki moment, że ma ochotę podzielić się z innymi swoimi smakami. U mnie jest podobnie. Był już i pomysł, i nazwa, i entuzjazm. I była burza mózgów dziecięcych: balony, dużo balonów; i lampiony, dużo lampionów! Niestety nie mamy szczęścia na początku roku do zdrowia i trzeba było porzucić nasze plany o własnej restauracji na ten jeden dzień.

A tymczasem, dzięki uprzejmości i życzliwości twórców Jeżyckiej Eki, moje chleby i konfitury będzie można zjeść na późne śniadanko właśnie w ramach Restaurant Day Poznań!


Specjalnie na tę okazję upiekłam chleb z suszoną śliwką i usmażyłam majowe konfitury z rabarbaru z dodatkiem eleganckiej wanilii burbońskiej.


Całość będzie skomponowana w śniadaniową kanapkę ze świeżym twarogiem. A do wyboru oprócz chleba śliwkowego będzie chleb z orkiszem lub z ziarnami - wszystkie na zakwasie żytnim.


Dziękuję Kwiaciarnia i do zobaczenia na Jeżycach! Zapraszam!

środa, 10 kwietnia 2013

Placuszki drobiowe ekspresowe ;)

Dziś z serii "coś z niczego" albo "szybko, coś dobrego!" ;) Czasem są takie dni, że dzieciaki wciąż głodne i jeść wołają, a w głowie przestrzeń wolna od pomysłów, co tu jeszcze do jedzenia dać, bo wszystko już prawie wyjedzone...
A że dzień wcześniej był rosół i zostało jeszcze trochę gotowanego mięsa z kurczaka...

Placuszki drobiowe 

Gotowane mięso z kurczaka - tym razem to, co zostało z gotowania rosołu, obrane oczywiście z kości ;)
1 jajo
garść płatków kukurydzianych
szczypiorek
odrobina oleju do smażenia - tym razem rzepakowy tłoczony na zimno

Jajo rozbełtać, wrzucić rozdrobnionego kurczaka oraz zmielone w blenderze płatki kukurydziane oraz szczypiorek. Wymieszać i smażyć krótko z obu stron na rozgrzanym oleju.Dodać można ulubione zioła, czosnek, cebulkę w kostkę, startą marchewkę... Praktycznie wszystko, co mamy pod ręką.


Jeść można solo albo z ryżem, sosem czy dipem (u nas tym razem była łyżka majonezu wymieszana z łyżką keczupu). Oczywiście najlepsze na ciepło! Smacznego Potwory!

piątek, 29 marca 2013

Wielkanocny pasztet drobiowy

Wielkanoc za pasem. Lubię. Za tradycję. Za przeplatanie się zwyczajów naszych słowiańskich przodków z chrześcijańskimi. Za jaja farbowane w łupinach cebuli, wiklinowe i szydełkowe koszyczki, za bukszpan, za szafirki i wreszcie za babkę cytrynową oraz wszelkie pasztety i pieczone mięsa.


Pasztet drobiowy na Wielkanoc (i nie tylko)

1 kurczak, najlepiej swojski
boczek surowy (w proporcji ok. 40dag na 1kg kurczaka)
ok. 40-50dag drobiowych wątróbek
2 średnie cebule
2 pszenne bułki
2 jaja
warzywa: 2 marchewki, korzeń pietruszki, kawałek selera, por
przyprawy: sól, pieprz (mielony oraz w ziarenkach), kilka ziaren ziela angielskiego, liść laurowy, gałka muszkatołowa, majeranek
olej

Kurczaka (w całości) dokładnie myjemy, czyścimy z podrobów, zalewamy zimną wodą i stawiamy w dużym garnku na wolnym gazie. Dodajemy obrane warzywa, liść laurowy, ziele angielskie, sól i pieprz w ziarenkach. Gotujemy powoli około 2 godziny aż kurczak będzie miękki. Po ugotowaniu odcedzamy kurczaka oraz marchewkę, pietruszkę oraz seler i odkładamy do ostygnięcia.
Boczek kroimy na spore kawałki i podsmażamy na oleju na dużej patelni. Dodajemy pokrojoną w ćwiartki cebulę i smażymy chwilę aż cebula się zrumieni. Zalewamy około 3/4 szklanki wody i dusimy około 15 minut pod przykryciem. Zdejmujemy z ognia i wrzucamy porwaną w kawałki bułkę. Odstawiamy do ostygnięcia.
Na osobnej patelni podsmażamy na odrobinie oleju oczyszczoną wątróbkę i odstawiamy do ostygnięcia.

Kurczaka filetujemy z kości i mielimy w maszynce do mięsa razem z warzywami, boczkiem, cebulą, bułkami i wątróbką. Do masy dodajemy jajka oraz do smaku: sól, pieprz, majeranek i świeżo tartą gałkę muszkatołową. Dokładnie wyrabiamy, najlepiej ręką. Gotową masę umieszczamy w dwóch wyłożonych papierem podłużnych foremkach i zapiekamy w piekarniku w 160 stopniach przez około 45 minut. Następnie studzimy i jemy!


Zwykle robiłam pasztet z wieprzowiny, z łopatki. Ten jest o wiele delikatniejszy i kremowy. A najlepiej smakuje na kromce żytniego chleba na zakwasie lub z dodatkiem żurawiny. I z chrzanem!


Najlepszego na Wielkanoc!

środa, 20 marca 2013

Babeczki z czekoladą

Kiedy zimno, mroźno, śniegowo... Kiedy chce się COŚ, a nie do końca wiadomo CO... Albo kiedy ma się ochotę na coś słodkiego, a nic nie ma, wtedy babeczki są po prostu niezastąpione! Zawsze wychodzą! I są z czekoladą!


Babeczki z czekoladą
ok. 10 sztuk

60g masła
120ml mleka (około pół szklanki)
1 jajo
250g mąki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
80g cukru
1/2 tabliczki czekolady - gorzkiej lub mlecznej - wedle uznania i smaku

Masło topimy. Dodajemy mleko i jajko - mieszamy. 
W osobnej misce mieszamy mąkę, cukier i proszek do pieczenia. Wlewamy miks maślano-mleczno-jajeczny i mieszamy, aby składniki się połączyły. Wrzucamy pokrojoną w drobną kosteczkę czekoladę, mieszamy niedbale i wykładamy do foremek muffinkowych.
Pieczemy około 25-30 minut w 160 stopniach. 


Smakują najlepiej jeszcze lekko ciepłe, z kubkiem kakao lub ciepłego mleka. Świetne na drugie śniadanie, podwieczorek, towarzystwo do kawy... Eh...

Smacznego!

wtorek, 26 lutego 2013

Tort czekoladowo-cytrynowy - szybki i prosty

Uf... Minęły prawie 4 miesiące. Wiele się wydarzyło. Było i Boże Narodzenie, i karnawał, i tłusty czwartek z pączkami i ostatki... Były też liczne rocznice, urodziny, imprezy... Były też krótkie wakacje w górach na śniegu z masą przygód i emocji.

No to pozostając trochę w tym właśnie klimacie, choć już pościć by wypadało, zapraszam na tort cytrynowo-czekoladowy. Prosty, nieskomplikowany, smakowo lekki.


 Robiłam go etapami: najpierw biszkopt, potem pierwszy krem, potem czekoladowa śmietana. Inauguracja odbyła się wieczorem. Bazą był inny przepis o tej samej nazwie, który mam od lat w swoich zbiorach, ale którego nigdy wcześniej nie wykorzystywałam. Nie wiem nawet, skąd mam ten stary przepis...



Tort cytrynowo-czekoladowy
na tortownicę 23cm lub małą blachę prostokątną

1. BISZKOPT

3 jaja (osobno białka i żółtka)
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki ciemnego kakao naturalnego
opcjonalnie: 1/2 łyżeczki esencji waniliowej

Do nasączenia: 1/4 szklanki przegotowanej wody + 2 łyżki soku z cytryny

Mąki, kakao i proszek przesiewamy przez sito. Ubijamy białka. Mniej więcej w połowie ubijania dodajemy powoli cukier. Do ubitej piany dodajemy pojedynczo żółtka. Na koniec dodajemy mąkę z kakao i proszkiem - powoli, po łyżce i mieszamy na najwolniejszych obrotach miksera. 
Ciasto wylewamy do tortownicy i pieczemy 45 minut w 160 stopniach. Po upieczeniu wyłączamy piekarnik, otwieramy go na oścież i po około 5 minutach wyciągamy ciasto na zewnątrz. Po kolejnych około 10 minutach wyciągamy z tortownicy i jeśli była wyłożona papierem do pieczenia, ściągamy papier. Tortownice można też wysmarować masłem i wysypać np. tartą bułką lub manną kaszką, ale ja wolę wykładac papierem - nieregularne boki ciasta mi pasują.
Biszkopt zostawiamy do ostygnięcia. Dzielimy następnie na 3 krążki.

2. MASA CYTRYNOWA

1 średniej wielkości cytryna
1 szklanka wody
1/2 szklanki cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego
1/2 szklanki mleka
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Cytrynę dokładnie myjemy w gorącej wodzie. Ścieramy skórkę (tylko żółtą część) i wyciskamy sok. 2 łyżki soku z cytryny odlewamy do osobnej szklanki - będzie do nasączenia tortu. W garnku mieszamy skórkę z sokiem z cytryny, wodę, wsypujemy cukier i cukier waniliowy i zagotowujemy. Mąkę ziemniaczaną rozrabiamy w mleku i dodajemy powoli do gotującej się masy. Mieszamy aż masa stężeje. Gorącą będziemy wykładać na tort.

Teraz należy ułożyć jeden krążek biszkoptowy z powrotem w tortownicy. Nasączamy go cytrynowym ponczem i wylewamy gorącą masę cytrynową. Przykrywamy drugim krążkiem i odstawiamy do ostygnięcia.

3. KREM CZEKOLADOWY

250g słodkiej śmietanki 30% lub 36%
1 łyżka cukru pudru
250g serka mascarpone
1 gorzka czekolada

Czekoladę roztapiamy w miseczce w kąpieli wodnej. Odstawiamy do przestygnięcia.
W jednej misce ubijamy na sztywno śmietankę z cukrem pudrem. W osobnej misce roztrzepujemy lekko serek mascarpone i powoli wlewamy do niego roztopioną czekoladę. Zostawiamy odrobinę czekolady w miseczce do dekoracji tortu. 
Czekoladowy serek dodajemy do ubitej śmietany i lekko mieszamy do połączenia. 

Nasączamy ponczem biszkopt w tortownicy i wykładamy mniej więcej 3/4 masy czekoladowej. Przykrywamy trzecim krążkiem, który również lekko nasączamy cytrynowym ponczem.

Tort dekorujemy pozostałym kremem czekoladowym i polewamy resztką stopionej czekolady. Myślę, że można by było na sam wierzch zetrzeć skórkę z limonki i odrobinę skórki cytrynowej...


Rano, do kawy... Mmm. Bardzo dobre. Kwaskowo-czekoldaowe, świeże. Wcale nie słodkie! A jak ktoś jednak woli słodkie - można dać więcej cukru do masy cytrynowej i do śmietany, ale ja wolę tak...

Uprzedzając, masa cytrynowa ma konsystencję kisielu. Może dziwne, ale po odpowiednim czasie w lodówce, świetnie tężeje i smakuje naprawdę przyjemnie...

Powodzenia!

środa, 21 listopada 2012

1,2,3 sałatka

1,2,3! Szybko! Czasem nie ma czasu. Nie ma czasu na zakupy, wymyślanie, przygotowywanie... Jest tyle ważniejszych spraw tu i teraz. I nagle chęć napada: coś smacznego by się zjadło, lekkiego, bo jesienne słońce ciepło za oknem świeci. Tylko szybko, bo trzeba kolejny raz oglądać, jak Binta tańczy! I biegać za piłkami, i układać wieżę i rysować koła na papierze...
 
1,2,3 sałatka
porcja dla 1 osoby

1 - baza:
garść mieszanki sałat (użyłam gotowca)
4 suszone pomidory w zalewie olejowej
1 mała gałązka selera naciowego

2 - dodatki:
ser grana padano tarty na drobnej tarce (około łyżka)

3 - sos:
sos na bazie octu balsamicznego (crema di balsamico), z powodzeniem sam sos balsamiczny wystarczy
oliwa z oliwek

Sałaty wrzucamy do miseczki. Pomidory i seler kroimy w cienkie paski - wrzucamy na sałaty. Skrapiamy balsamico i oliwą. Gotowe!


Nie ukrywam, że inspiracją do tego połączenia była sałatka kuzynki Moniki. W jej wersji była bogatsza, bo oprócz sałat było sporo świeżej rukoli, a wśród dodatków królowały prażone pestki dyni i słonecznika . I sera (parmezanu) było o wieeele więcej.


Sałatka ta będzie się również świetnie komponować z dodatkiem chrupiących kulek granatu, cieniutkimi plastrami mango i parmeńską szynką, garścią listków świeżej kolendry i mięty... Właściwie to każdy może dorzucić do niej cokolwiek uzna za stosowne. 1,2,3 - do dzieła!


piątek, 9 listopada 2012

Kruszon z jabłkami

Co robimy w piątek wieczorem po tygodniu ciężkiej pracy i stresu, nieprzespanych kilku nocach z rzędu i tuż po przekazaniu dzieci w dobre ręce? Relaksujemy się, babrząc się w mące i gniotąc żółtka z margaryną i cukrem ;)
Z utęsknieniem czekałam na wolny moment, aby coś wreszcie upiec. Przecież ostatni był gruszkowo-czekoladowy torcik tydzień temu! Całe 7 dni bez ciasta, babeczki, ciastka... Zbyt długo... Zdecydowanie!
Dzisiaj powrót do ciasta sprzed lat - do kruszonu, lub jak niektórzy mówią skubańca. U mnie kruszon, bo tak dostałam kiedyś na kartce.


A że na balkonie pozostały ostatnie sztuki pysznych szarych renet i aby zadość uczynić myślom o jabłeczniku zdecydowałam się na...

Kruszon z jabłkami

1/2 kg mąki pszennej (tortowej lub wrocławskiej)
1 margaryna 250g
4 jaja
1 szklanka cukru
4 - 5 dużych jabłek
4 łyżeczki naturalnego kakao

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni. 
Żółtka jaj oddzielić od białek. Mąkę, margarynę, pół szklanki cukru i żółtka zagnieść dokładnie. 1/3 ciasta odłożyć i dodać do niej kakao - zagnieść. Ciasto włożyć do zamrażalnika.
Jabłka obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
Wyłożyć blachę papierem do pieczenia. Zetrzeć na tarce o grubych oczkach ciasto jasne. Następnie zetrzeć i rozłożyć równomiernie 2/3 ciasta ciemnego. Na ciasto wyłożyć jabłka.
Białka jaj ubić na sztywną pianę z pozostałym cukrem i wyłożyć na jabłka.
Na sam wierzch zetrzeć znów na tarce o grubych oczkach resztę ciasta ciemnego.
Włożyć do nagrzanego piekarnika na 60 minut. Dobrze, aby pierwsze 30 minut były włączone grzałki dolna i górna. Potem polecam wyłączyć górną grzałkę.



Proste, owocowe, smaczne.


I nawet te zdjęcia nie takie złe, choć robione grubo po 20:00 i przy kuchennym świetle. A w domu zapach żytniego chleba. Piekarnik ma dzisiaj ostry dyżur...

sobota, 27 października 2012

Jesienne brownie

Jesień przyszła niespodzianie. Zrobiło się zimno. Z szafy powyciągałam czapki, szaliki i rękawiczki, ciepłe merynosowe podkoszulki i kozaki. Koty przestały się sierścić i są jakieś jakby bardziej puchate. Rodzina kicha, kaszle i smarka. A czekolada zaczyna smakować, jak nigdy...

Wpadł mi w ręce przepis z White Plate na brownie bounty sprzed lat chyba dwóch. A że miałam przygotować coś słodkiego na spotkanie z grupą fantastycznych dziewczyn, zrobiłam. Nic to, że przez chorobę zostanę w domu. Przynajmniej ciasto będzie namiastką....


Brownie kokosowe z wiśniami (przepis z White Plate z lekkimi modyfikacjami)

100g masła
200g cukru
1 łyżka miodu
3 tabliczki gorzkiej czekolady (około 270g, około, bo rodzina parę kostek zjadła)
4 jaja
70g mąki pszennej
50g wiórków kokosowych
wiśnie z syropu (własnej produkcji z lata...)

Rozgrzać piekarnik do 160 stopni. Masło, cukier i miód należy rozpuścić, mieszając. Odstawić z ognia i dodać pokruszoną czekoladę - wymieszać. Dodać jaja po jednej sztuce, mieszając intensywnie. Następnie wsypać mąkę, wymieszać i dodać wiórki. Wymieszać i wlać do niewielkiej formy okrągłej (u mnie średnica 20cm) lub kwadratowej wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzch ułożyć wiśnie i myk! do piekarnika na 30 minut. Ostudzić, schłodzić~w lodówce lub na balkonie i zajadać!


Pierwsze brownie tej jesieni, pierwszy śnieg za oknem... Napadało zanim zdążyłam dokończyć ostatnie zdanie...

sobota, 29 września 2012

Babeczki urodzinowe

Niedawno był u nas sezon na urodziny. Kilka przyjęć urodzinowych. Prezenty. Lato nam się imprezowo kończyło, tak samo zaczynała jesień. I nie ma nic milszego niż własnoręczne przygotowanie smakołyków dla gości :)



Babeczki urodzinowe z topingiem z mascarpone

Babeczki z przepisu na Malinowe Muffiny ucierane z tą różnicą, że proszku do pieczenia dodałam pół małej łyżeczki. Foremki na babeczki wypełniłam w połowie, żeby były dość płaskie, aby krem z nich nie spadał :)

Toping, czyli krem z mascarpone

100ml śmietanki słodkiej 30 lub 36%
250g serka mascarpone
1-2 łyżeczki cukru pudru (do smaku)

Śmietankę ubijamy z cukrem. Dodajemy mascarpone i mieszamy delikatnie. Dekorujemy babeczki kremem z tuby cukierniczej lub nakładając łyżką. Posypki i ozdoby - wedle uznania, pomysłu i koncepcji (tu pomysł i wykonanie mojej córy).


Smacznego urodzinowego!

A że urodziny tego bloga juz tez niedługo, to powracam do "Ucieczek w smak" :) Z różnych względów te "Kulinarne perwersje" mi czasami jednak nie pasują ;) 

piątek, 3 sierpnia 2012

Pieczona papryka marynowana w oliwie - lato znów!

W sierpniowym magazynie Kuchnia znalazłam apetyczny przepis na marynowaną paprykę. Ponieważ wcześniej nie miałam odwagi "zwęglić" papryki w piekarniku, pomyślałam, że tym razem nie odpuszczę i spróbuję!

Nabyłam więc 3 spore, dojrzałe, piękne polskie papryki i wyszło mi cudo idealne do kanapek, twarożku, pieczonego mięsa, na imprezę albo i solo.



Pieczona papryka marynowana w oliwie
3 dojrzałe czerwone papryki
dobra oliwa z oliwek
2-3 łyżki octu winnego
2 duże ząbki czosnku
pół łyżeczki suszonego rozmarynu (w oryginalnym przepisie jest rozmaryn świeży, ale ja takowego nie miałam)
sól, pieprz

Paprykę układamy na wyłożonej folią aluminiową blasze, skrapiamy oliwą i pieczemy w piekarniku w 180 stopniach przez około godzinę, przewracając paprykę co około 20 minut. Papryka powinna mieć czarną skórkę. Wyciągamy upieczone papryki, odstawiamy do lekkiego ostygnięcia. Następnie warzywa obieramy, usuwamy gniazda nasienne i dzielimy na wygodne cząstki. Układamy w płaskim naczyniu.
Czosnek kroimy w cieniutkie plasterki i układamy na papryce. Lekko całość solimy, skrapiamy octem winnym, dodajemy pieprz, sypiemy tymianek i zalewamy oliwą (papryka powinna się w niej zanurzyć). Tak przygotowana paprykę umieszczamy w lodówce i po 2 dniach zajadamy ze smakiem.

Smak - mmmmm.... A połączenie kolorów mówi samo za siebie...


Oliwę, która zostanie po zjedzeniu papryki można z powodzeniem wykorzystać do ciabatty, pomidorów, sałaty... Jest przyjemnie nasycona paprykowym aromatem. Palce lizać!

Sernik z borówkami - pyszności na wakacje

Kiedy zobaczyłam zdjęcie sernika z jagodami i poziomkami autorstwa White Plate, wiedziałam, że MUSZĘ go wypróbować. Wprawdzie nie miałam twarogu wiejskiego, ale "zwykły" tłusty, śmietankowy, mielony z dobrej lokalnej mleczarni, a zamiast jagód i poziomek były borówki, wyszedł znakomity!


Przepisu kopiować nie będę, bo wyżej macie linka. Napiszę tylko, że piekłam go ponad godzinę i uważam borówki za udany element owocowy.


A teraz pora na wakacje, więc zostawiam Was w sernikowo-owocowym niebie... Do miłego już niedługo!

niedziela, 22 lipca 2012

Placek z owocami

Jak lato, to owoce. Jak lato, to wiśnie. No i wiśniowy placek "teściowej". Właśnie od teściowej pochodzi przepis na najbardziej genialne ciasto, które świetnie się sprawdza z rabarbarem, truskawkami, śliwkami, a w połowie lipca koniecznie z wiśniami!


Placek z owocami (wiśniami) i pianką
proporcje na małą blachę

1/2 kostki margaryny (175g)
spora garść + 3/4 szklanki cukru + 3 łyżki cukru pudru
3 jaja
1 szklanka mąki pszennej
1/2 szklanki krupczatki
1/2 kg wiśni
1 budyń waniliowy lub śmietankowy

Wydrylowane wiśnie zasypujemy 3/4 szklanki cukru i odstawiamy na 3-4 godziny, a nawet na noc. Jak cukier się rozpuści, podgrzewamy wiśnie w soku, wlewamy rozpuszczony w kilku łyżkach wody budyń i zagotowujemy. Odstawiamy wiśnie do lekkiego przestygnięcia.
Piekarnik rozgrzewamy do 160 stopni.
Z margaryny, żółtek, garści cukru i mąki pszennej i krupczatki zagniatamy szybko i niedokładnie ciasto (można posiekać nożem). Wykładamy je na wyłożoną papierem do pieczenia blachę i ugniatamy dokładnie palcami, aby zalepić wszystkie dziury. Można trochę ciasta zostawić na kruszonkę na sam wierzch. 
Na ciasto wylewamy masę wiśniową. I myk ciasto do piekarnika na czas ubicia piany z białek i cukru pudru.
Na wierzch ciasta wykładamy ubitą na sztywno pianę  (i ewentualną kruszonkę) i do piekarnika na kolejne 45-50 minut. Gotowe! 


Najlepsze jeszcze lekko ciepłe...

Sezon wiśniowy w pełni, więc niedługo kolejne wiśniowe wariacje :)


 
 

wtorek, 17 lipca 2012

Malinowa tarta - sezon mój ulubiony

Maliny uwielbiam. Mogłabym jeść garściami. Ten blog startował również od malin w ucieranych babeczkach... 
Tym razem z inspiracji Moich Wypieków powstał przepis na naszą faworytę tego lata - tartę z kremem śmietanowo-czekoladowym ze świeżymi owocami. Wszelkie rekordy w szybkości znikania tarta owa osiągała ozdobiona jagodami i malinami jednocześnie, ale dzisiaj zapraszam na dojrzałe maliny. Są jakieś takie... pełne same w sobie...


Tarta z kremem śmietanowo-czekoladowym z malinami

Ciasto bardzo kruche:
130g miękkiego masła
35ml mleka
175g mąki pszennej
1 żółtko
pół łyżeczki soli
pół łyżeczki cukru pudru

Wszystkie składniki miksujemy dokładnie, wkładamy do woreczka foliowego (lub zawijamy w folię spożywczą), spłaszczamy i umieszczamy w lodówce na minimum 1 godzinę, a najlepiej na 2 albo i 3. Im ciasto dłużej będzie w lodówce, tym łatwiej je będzie rozwałkować.
Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni.
Formę na tartę smarujemy dokładnie masłem i wysypujemy mąką (ja używam do tego krupczatki). Zimne ciasto rozwałkowujemy i wyklejamy nim formę. Nakłuwamy ciasto dokładnie widelcem. Na ciasto układamy papier do pieczenia, na który wysypujemy np. fasolę lub groch (u mnie była i soczewica, i brązowy ryż...), aby ciasto nam nie wyrosło podczas pieczenia.
Temperaturę w piekarniku zmniejszamy do 200 stopni i wkładamy ciasto. Pieczemy 15 minut. Po tym czasie zdejmujemy papier z obciążeniem i dopiekamy kolejne 15 minut. Wyciągamy ciasto i studzimy.

Krem:
Około pół szklanki śmietanki 30% (lub 35%) + 2-3 łyżki
1 tabliczka białej czekolady (100g)
1 opakowanie serka mascarpone 250g

Czekoladę topimy w kąpieli wodnej (umieszczamy w miseczce, którą wkładamy do garnka z wodą i podgrzewamy tak długo, aż się roztopi). Watro dodać do czekolady 2-3 łyżki śmietanki - biała czekolada jest zwykle bardziej "kleista" od normalnej i łatwiej się roztopi z dodatkiem śmietanki. 
Serek mascarpone wykładamy do miski i krótko miksujemy. Dodajemy lekko przestudzoną czekoladę i znów miksujemy aż się połączą w gładką masę.
W osobnej misce ubijamy śmietankę. Dodajemy masę czekoladową i delikatnie mieszamy. 

Krem wykładamy na zimne ciasto. Na kremie układamy maliny. Schładzamy w lodówce minimum 2 godziny.


Czasem można nie wytrzymać i zjeść połowę tarty zaraz po zrobieniu. Nie przeszkadza, że krem się lekko rozpływa ;) Ale jeśli wykażemy nieco cierpliwości i np. zostawimy tartę w lodówce na noc, następnego ranka będziemy mieć niebo na talerzu i w gębie przy porannej kawie...

Ach, maliny...

wtorek, 10 lipca 2012

Lato na śniadanie

Latem na śniadanie najlepiej lekko...


Truskawkowy koktajl, czyli jogurt + truskawki + pozytywna słomka.

A na orzeźwienie porzeczkowa lemoniada...


Sok z 1 cytryny + 1 łyżka miodu + garść czerwonych porzeczek - zalać wodą (ok. 0,7l) i do lodówki! Jeśli porzeczki wcześniej zamrozimy, to otrzymamy doskonałe porzeczkowe lodowe kulki, które dodatkowo ochłodzą napój.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Lody porzeczkowe - lato w pełni!

Piękne lato mamy w tym roku. Fakt, może czasem dość upalnie, może zbyt duszno, może za mocno pada, może za głośno grzmi, a natura płata gradowe figle. Ale w końcu to lato! A na lato koniecznie lody!


Takie oto cudownie orzeźwiające, ale kremowe w konsystencji jadamy tego lata lody porzeczkowe. Aby je przygotować należy przede wszystkim zaopatrzyć się w dojrzałe, eleganckie czerwone porzeczki. Jeśli nie mamy własnych krzaczków we własnym ogrodzie, można, jak ja, udać się do internetowego sklepiku z lokalną żywnością. Tam należy zamówić odpowiednie produkty, w tym oczywiście czerwone porzeczki oraz ekologiczne jaja i poczekać aż miły pan dostarczy nasze zakupy prosto pod drzwi naszego domu.


Jak już nacieszymy podniebienie chrupiącymi ogórkami prosto z pola, zjemy razowy chleb z masłem i pachnącym pomidorem i 4 garście porzeczek, możemy się zabrać za przygotowanie lodów. Przepis inspirowany lodami truskawkowymi z Lawendowego Domu.

Letnie lody porzeczkowe

2 świeże jaja
300ml słodkiej śmietanki 30%
100g cukru pudru
ok. 250g czerwonych porzeczek

Porzeczki myjemy i obieramy z szypułek, a następnie miksujemy w blenderze. Oddzielamy żółtka od białek jaj. Ubijamy żółtka z połową cukru na białą masę. Żółtka powinny co najmniej potroić swoją objętość, więc trwa to dłuższą chwilę. W osobnej misce ubijamy białka - najpierw krótko ze szczyptą soli, potem dodajemy resztę cukru i ubijamy aż będą sztywne i błyszczące.
W trzeciej misce ubijamy śmietankę (najlepiej na najwolniejszych obrotach miksera). Do śmietanki dodajemy ubite białka i masę żółtkową i delikatnie mieszamy łyżką. Na koniec dodajemy zmiksowane porzeczki.


Mieszamy niezbyt dokładnie i wykładamy do pudełka, które wkładamy do zamrażarki na co najmniej 5 godzin. Można przed dodaniem porzeczek odłożyć część masy i zamrozić jako lody śmietankowe.


Lody są kremowe w konsystencji i lekkie w smaku. Nie za słodkie, lekko kwaskowe, a jak wyglądają! Letni smak 100%. Polecam! I wiem, co jem ;)